Brutalna prawda jest taka,że plany i sytuacje życiowe lubią się rozmijać. Materiał z chemi leży i kwiczy co nie oznacza,że się poddaję. To tylko znak,że się dopomina bo skupiona na biologii dałam Rożakowi za bardzo odpocząć. Swoją drogą - nie lubię tych książek. Rożak potęguje poczucie niewiedzy i banalny temat potrafi wyolbrzymić. Nie będę już na te ostatnie 130 dni zmieniać książek,choć kusi mnie za każdym razem gdy na nie patrzę.
Dobra,koniec biadolenia. Zrobiłam sobie wreszcie wolny od gratów i pudeł kąt naukowy ;P , w którym będę wolna od pokus internetowo- TLC. (TLC to stacja tv, na której wieczorami można obejrzeć mnóstwo medycznych programów).
Nie poddaję się i nadal wierzę w sukces.
A Wam jak idzie?
czwartek, 5 stycznia 2012
poniedziałek, 5 grudnia 2011
piątek, 2 grudnia 2011
Tak,tak,tak to pan Tik-tak :)
Grudzień. Śniegu nie ma ale jakoś tak..świątecznie się robi? Myśli błądzą mi między grzybową a pierogami.
Nie wierzę,że ten czas zleciał tak koszmarnie szybko.
Nie jestem na etapie nauki, który by mnie satysfakcjonował. Chciałam bowiem skończyć przerabiać teorię w tym miesiącu a od stycznie "trzaskać" zadania. Nie wyszło i chemia przeciągnie mi się pewnie mocno. Nie rezygnuję - nie zaryzykuję znowu z udowadnianiem sobie,że te studia to tylko wybryk bo stracę kolejny rok a to przecież ostatni raz gdy będę mysleć o medycynie. Potem , w razie porażki, dam sobie mózg pociąć by ktoś usunął mi to marzenie i by więcej mnie nie męczyło.
O!
Macie jakieś sposoby na pozbycie się wieczornego zmęczenia? O 22-23.00 ostatnio przysypiam a to najlepszy czas dla mnie na naukę - dom śpi...
Podczas prawnych sesji egzaminacyjnych siedziałam całe noce popijając napoje energetyczne i kawę na przemian , cucąc się zimnym powietrzem z balkonu i oblewając się mroźną wodą :) Na następny dzień wyglądałam jednak jak chodzące zwłoki. Teraz nie musi być przecież tak ostro... Jakieś pomysły?
Nie wierzę,że ten czas zleciał tak koszmarnie szybko.
Nie jestem na etapie nauki, który by mnie satysfakcjonował. Chciałam bowiem skończyć przerabiać teorię w tym miesiącu a od stycznie "trzaskać" zadania. Nie wyszło i chemia przeciągnie mi się pewnie mocno. Nie rezygnuję - nie zaryzykuję znowu z udowadnianiem sobie,że te studia to tylko wybryk bo stracę kolejny rok a to przecież ostatni raz gdy będę mysleć o medycynie. Potem , w razie porażki, dam sobie mózg pociąć by ktoś usunął mi to marzenie i by więcej mnie nie męczyło.
O!
Macie jakieś sposoby na pozbycie się wieczornego zmęczenia? O 22-23.00 ostatnio przysypiam a to najlepszy czas dla mnie na naukę - dom śpi...
Podczas prawnych sesji egzaminacyjnych siedziałam całe noce popijając napoje energetyczne i kawę na przemian , cucąc się zimnym powietrzem z balkonu i oblewając się mroźną wodą :) Na następny dzień wyglądałam jednak jak chodzące zwłoki. Teraz nie musi być przecież tak ostro... Jakieś pomysły?
niedziela, 6 listopada 2011
Głupoty,jak zwykle ;)
Przyznaję - połączenie rodziny, nauki i pracy to jednak ciężka sprawa. Na szczęście wcale nie niemożliwa.
Nauka- biologia idzie ok :) Może dlatego,że jeszcze siedzę w zoologii (kończę) ale starsza córa chętnie się przyłącza i razem oglądamy różne obrazki i wykresy opowiadając na głos co tam widzimy. Świetna sprawa !
Z chemią mniej pozytywnie - kilka tematów mnie pokonało i nie obędzie się bez kolejnych godzin nad nimi lub pomocy kogoś mądrzejszego. Mam jednak zasadę, że jeśli temat nie łączy się jakoś wybitnie z kolejnym to odpuszczam i lecę dalej z materiałem. Nie chcę się zniechęcać.
Nadal jestem dobrej myśli - napiszę Wam gdy skończy mi się to pozytywne myślenie :)
Cała ta pogoń za marzeniami ma też swoje minusy - nie mam czasu na czytanie książek przez co mój drugi blog "leży i kwiczy". No i ciągłe to poczucie, że jeszcze tyle trzeba zrobić a czas,pomimo błagań, nie chce się zatrzymać lub chociaż zwolnić.
To nic.
:) Na tapecie dr Carson.
Kiedyś już o tym pisałam, choć nie wiem czy komuś chciało się dotrzeć do tych starych czasów- kręci mnie mózg. Jakkolwiek to brzmi :) Nie ważne,że absurdalnie (znam te opowieści z zajęć neurologii i jęki studentów), ale mózg to centrum wszechświata i jest absolutnie niesamowity.
No dobra. Muszę sobie doktora Benjamina wydrukować i powiesić nad łóżkiem ;)
Nauka- biologia idzie ok :) Może dlatego,że jeszcze siedzę w zoologii (kończę) ale starsza córa chętnie się przyłącza i razem oglądamy różne obrazki i wykresy opowiadając na głos co tam widzimy. Świetna sprawa !
Z chemią mniej pozytywnie - kilka tematów mnie pokonało i nie obędzie się bez kolejnych godzin nad nimi lub pomocy kogoś mądrzejszego. Mam jednak zasadę, że jeśli temat nie łączy się jakoś wybitnie z kolejnym to odpuszczam i lecę dalej z materiałem. Nie chcę się zniechęcać.
Nadal jestem dobrej myśli - napiszę Wam gdy skończy mi się to pozytywne myślenie :)
Cała ta pogoń za marzeniami ma też swoje minusy - nie mam czasu na czytanie książek przez co mój drugi blog "leży i kwiczy". No i ciągłe to poczucie, że jeszcze tyle trzeba zrobić a czas,pomimo błagań, nie chce się zatrzymać lub chociaż zwolnić.
To nic.
:) Na tapecie dr Carson.
Kiedyś już o tym pisałam, choć nie wiem czy komuś chciało się dotrzeć do tych starych czasów- kręci mnie mózg. Jakkolwiek to brzmi :) Nie ważne,że absurdalnie (znam te opowieści z zajęć neurologii i jęki studentów), ale mózg to centrum wszechświata i jest absolutnie niesamowity.
No dobra. Muszę sobie doktora Benjamina wydrukować i powiesić nad łóżkiem ;)
czwartek, 27 października 2011
czwartek, 20 października 2011
piątek, 14 października 2011
środa, 12 października 2011
...J.A.....
Czuję presję.
Naciskam siebie tak mocno, tak bardzo tego chcę, że aż mi słabo robi na myśl,że mogłabym to zaprzepaścić. Jednocześnie... nieznajomi przyglądają się z ciekawością i niedowierzaniem a rodzina w całości przekreśliła moje szanse.
Mają chyba dość moich pomysłów i ciągłego naginania możliwości. Ja też mam dość. Dlatego cel mam jasny choć trudny.
..............
Za 7 miesięcy napiszę maturę i dostanę się na medycynę. I chcę być dumna z siebie, chcę by dumny był mój tata, chcę by w przyszłości moje córki brały ze mnie przykład. Droga w kierunku spełnienia marzeń to najpiękniejsza trasa. Idę nią choćby nie wiem co.
PS
Skasowałam część tego posta. Po czasie stwierdzam,że jednak zbyt osobisty a w dodatku może być skrajnie różnie odebrany (ułomność słowa pisanego niestety). Wygadałam się, jest mi lepiej.
Naciskam siebie tak mocno, tak bardzo tego chcę, że aż mi słabo robi na myśl,że mogłabym to zaprzepaścić. Jednocześnie... nieznajomi przyglądają się z ciekawością i niedowierzaniem a rodzina w całości przekreśliła moje szanse.
Mają chyba dość moich pomysłów i ciągłego naginania możliwości. Ja też mam dość. Dlatego cel mam jasny choć trudny.
..............
Za 7 miesięcy napiszę maturę i dostanę się na medycynę. I chcę być dumna z siebie, chcę by dumny był mój tata, chcę by w przyszłości moje córki brały ze mnie przykład. Droga w kierunku spełnienia marzeń to najpiękniejsza trasa. Idę nią choćby nie wiem co.
PS
Skasowałam część tego posta. Po czasie stwierdzam,że jednak zbyt osobisty a w dodatku może być skrajnie różnie odebrany (ułomność słowa pisanego niestety). Wygadałam się, jest mi lepiej.
poniedziałek, 19 września 2011
Biegnę z materiałem do przodu. To plus,choć nie trzymam się terminów (z powodów,które opisałam niżej) i chyba stworzę sobie "nowe" ;) Muszę mieć jakieś 'deadline' - to mnie motywuje.
Codziennie bardziej tego chcę, ten światek ciągnie mnie do siebie a ja wcale się nie opieram :)
Wieczorami (nocami?) oglądam różne programy dokumentalne z operacji i "jaram" się widząc tę misterną sztukę. Tylko, do licha, dlaczego widok krwi,wnętrzności i wszystkiego co ludzkie mnie nie rusza a gdy pielęgniarka podaje pacjentowi zastrzyk to się wzdrygam? :) Widok igły,która przebija ten cienki naskórek i unosi go do góry przyprawia mnie o dreszcze. Co innego skalpel- tniiiij,tniiiij.
Jedyne czego nie mogę jeszcze opanować to umiejętność "rozdwojenia".gdy skupię się na chemii to daleko mi do biologii i odwrotnie. Dam radę. Będzie coraz lepiej.
Codziennie bardziej tego chcę, ten światek ciągnie mnie do siebie a ja wcale się nie opieram :)
Wieczorami (nocami?) oglądam różne programy dokumentalne z operacji i "jaram" się widząc tę misterną sztukę. Tylko, do licha, dlaczego widok krwi,wnętrzności i wszystkiego co ludzkie mnie nie rusza a gdy pielęgniarka podaje pacjentowi zastrzyk to się wzdrygam? :) Widok igły,która przebija ten cienki naskórek i unosi go do góry przyprawia mnie o dreszcze. Co innego skalpel- tniiiij,tniiiij.
Jedyne czego nie mogę jeszcze opanować to umiejętność "rozdwojenia".gdy skupię się na chemii to daleko mi do biologii i odwrotnie. Dam radę. Będzie coraz lepiej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
